• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
bannerlogo.jpg

CIEKAWE KSIĄŻKI W PROMOCJI

Relacje

Pireneje 2010

Pireneje, lipiec 2010 rok.

Z Polski wyjechaliśmy 10 lipca 2010 roku. Po wielu godzinach jazdy busem Sherpy dotarliśmy do Puigcerdà - malowniczej miejscowości w Katalonii położonej na wysokości 1202 m n.p.m. Jedną z atrakcji tego miasteczka jest znajdująca się na rynku dzwonnica z XII wieku, a dokładniej jej dość okazały fragment. Warto do tej miejscowości przynajmniej wstąpić, jeśli nie możemy tam zagościć na dłużej.

Następny przystanek to Andora, a dokładniej Parc Natural Vall de Sorteny. Na miejsce dojechaliśmy po kilku godzinach. Zatrzymaliśmy się na jednym z parkingów i tam spędziliśmy noc. Rankiem obraliśmy kierunek na szczyt Pic de l’Estanyo, stanowiący część narodowego parku. Na terenie parku znajduje się ogród botaniczny, gdzie można podziwiać roślinność subalpejską i alpejską. Na wysokości 1965 m n.p.m. znajduje się w bezobsługowe schronisko Refugi de Sorteny, czyste z dostępem do wody, metalowymi łóżkami (ok. 30), zupełnie darmowe – osobiście sprawdziliśmy. Zwyczajowo zostawia się tam trochę suchej żywności i oczywiście porządek po sobie. Ze schroniska udaliśmy się nad jezioro l’Estanyo, które znajduje się w drodze na szczyt Pic de l’Estanyo. Bardzo atrakcyjne miejsce - punkt końcowy wielu wycieczek. Droga do tego urokliwego zakątka jest prosta i przyjemna. Nie inaczej wygląda trasa wiodąca pod Andora. Po powrocie na parking i krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę, do stolicy Księstwa Andory - Andora. „Stara Andora" położona jest górskiej kotlinie we wschodnich Pirenejach pomiędzy Francją i Hiszpanią. Andora to „raj podatkowy”, tutaj można oddać się zakupowym szaleństwom. Niesprawiedliwym byłoby utożsamiać to miejsce tylko z tak przyziemnymi sprawami. Andora La Vella wyróżniają także ciekawe architektonicznie budowle, jak chociażby Casa de la Vall - kamienny budynek zbudowany ok. 1580 przez jedną ze szlacheckich rodzin. Obecnie stanowi on siedzibę rządu i sądownictwa Andory.

Więcej…

Relacja z wyprawy do Chin

Wiadomość z 14 sierpnia 2010 roku

SZANGHAJ - czyli o tym jak 3 wieśniaków pojechało zobaczyć jak wygląda miasto. Część I. Relacja. Z Lijiang wybraliśmy się do Szanghaju. Najpierw 12 godzin do Kunming. Sami w przedziale- bo jeden z tubylców odmówił jazdy z nami. 4 łóżka. Stoliczek, woda w termosie. Pierwszy raz tak nam szybko zleciała podróż. Samo miasto nie zachwyca. Ładne, czyste. Ale ciężko znaleźć coś co można nazwać atrakcją turystyczną. Jest kilka ciekawych miejsc - pagody, park, meczet w którym można kupić jedzenie jak w restauracji i tyle. My trochę czasu spędziliśmy w Carefou'rze. Kupując pamiątki w dziale artykuły gospodarstwa domowego. Zdecydowanie polecamy to miejsce. O wiele taniej niż na straganach i większy wybór. I wszystko oryginalne - Made in China, nie jakieś podróbki z Polski. Naszym łupem padły - pałeczki (w ostatnim rozrachunku 10 par zamiast 20 :-)), podstawki pod miseczki, walizka na kółkach - bo przestały nam się mieścić rzeczy - i inne drobiazgi. ?Po unming rozpoczęła się droga przez mękę. 42 godziny. 2 noce. 2 dni, 3 zupki, 1 kg pieczywa, miód, dżem, masło orzechowe, 3 paczki chipsów, 3 dania z ryżem i zatrucie Siwego - od cała podróż do Shanghaju. Aha - jeszcze odleżyny. Ciekawostka- Siwy w? Shanghaju spał w pokoju z Rosjaninem, który kupił bilety na tą trasę na 'sitery' - żal.pl.?Czy Shanghaj zachwyca??Nie jest to Nowy Jork. Podobno. Siwy był i mówi, że nie. Nie jest to Kuala Lumpur - tak mówią przewodniki. Więc czym jest. Jest niekwestionowana finansowa stolicą Chin. I widać to na każdym kroku. Jak tego nie widzisz to zrobią wszystko, żeby Ci to uświadomić.

Więcej…

Strona 1 z 4