• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
bannerlogo.jpg

CIEKAWE KSIĄŻKI W PROMOCJI

Wspomnień czar Mont Blanc 2001

sobota, 30 czerwca 2001

Ten etap można nazwać najtrudniejszym.

Po pozostawieniu większości sprzętu w utworzonym wczoraj obozowisku wyruszamy do schroniska Gutier. Trasa jest bardzo niebezpieczna już na przełęczy zaskakuje nas deszcz skalnych odłamków. Podczas dalszej drogi kilkakrotnie musimy przywierać do skał chroniąc się przed małymi kamieniami lecącymi z ogromną prędkością. Cały ten etap to praktycznie wspinaczka. Miejscami jest bardzo niebezpiecznie dlatego poprowadzono linki, do których dopinamy się dla lepszej asekuracji. Dodatkową komplikacją są ciągle mijane grupy turystów. Po trudnej fizycznie wspinaczce dochodzimy do Gutiera położonego na wysokości 3800 m. Rutynowo rozkładamy namioty i spożywamy posiłek, tymczasem ustalono, że za kilkanaście minut wyruszamy na atak szczytu. Powodem są szybko zmieniające się warunki atmosferyczne. Czym prędzej przygotowaliśmy się do dalszej drogi zabierając tylko niezbędne rzeczy. Powiązani linami w trójki lodowe wyruszyliśmy na zdobycie Mont Blanc.

Droga do schroniska Vallot to już tylko i wyłącznie śnieg bijący w oczy nieskazitelną bielą. Krótki odpoczynek na zebranie sił i wyruszamy dalej.

By dojść do szczytu trzeba iść niebezpieczną granią, dlatego w pełni skoncentrowani stawiamy kolejne kroki. Jeszcze kilka metrów i o godzinie 1810 jesteśmy na wysokości 4807 m n.p.m. Cały świat leży u naszych stóp. Przyszedł czas na wzajemne gratulacje i radość. Spełniliśmy nasze wielkie marzenie. Teraz musimy powrócić do obozu i zasłużenie odpocząć.

niedziela, 1 lipca 2001

Zwijamy namioty pakujemy cały sprzęt i schodzimy do kolejki. Nasza wyprawa powoli dobiegła końca - myślimy pokonując kolejne metry szlaku. W ostatniej chwili wbiegamy do wagoniku i odjeżdżamy tęsknie spoglądając za znanym nam krajobrazem. Gdy już jesteśmy na polu namiotowym czym prędzej zajmujemy prysznice a potem zabieramy się do zjedzenia porządnego posiłku. Zasypiamy troszeczkę smutni, że jutro wracamy do domu, do szarej rzeczywistości.

Jagoda, Magda