• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
bannerlogo.jpg

CIEKAWE KSIĄŻKI W PROMOCJI

Latanie w chmurach

Spis treści
Latanie w chmurach
cd
Wszystkie strony

Gdy w chmurę burzową zostanie wpompowane tyle ciepła i wilgoci, to ta wilgoć po pewnym czasie gdy ciepło zostanie zużyte z powrotem opadnie na ziemię. Może opaść w postaci deszczu lub gradu ciągnąc ze sobą masę chłodnego powietrza. I to powietrze spadając na ziemię rozpływa się po jej powierzchni w postaci gwałtownych podmuchów. Tak gwałtownych i turbulentnych, że jedynie wspomniane wcześniej szczęście pozwala paralotniarzom cało lądować w takich warunkach. Jako ilustracji mogę użyć opisu lotu jednego z ukraińskich pilotów, który już miesiąc po rozpoczęciu szkolenia postanowił się wybrać na zwiedzanie frontu burzowego. Tego dnia byłem z kolegami na górkach koło Lwowa. Polataliśmy trochę w termice i zastanawialiśmy się nad ponownym startem. Na horyzoncie było widać front burzowy odległy od nas o jakieś 100 km. Było to zresztą zgodne z prognozami pogody. W tej sytuacji odpuściliśmy szacując, że w ciągu dwóch godzin atrakcje powinny do nas dojść. Pod wieczór dzwoni do kolegi jego uczeń z pytaniem jak wymyć glajta z błota. Potem następuje cała opowieść z tego zdarzenia. Następnego dnia spotykamy tego ucznia, który przyjechał wysuszyć zapas i skrzydło. Pokazuje filmik z latania w chmurze i opowiada całą przygodę. Cały czas ma głupawy uśmiech na twarzy. Jego doświadczenie to miesiąc po zakończeniu kursu. Frontu burzowego nie zauważył i wkręcenie się w chmurę uważał za coś fajnego co zresztą widać i słychać na filmie. Przestał filmować gdy zaczął padać grad. Założył spiralę upadkową z której skrzydło nie chciało mu wyjść, a przeciążenia były bardzo duże. Ciągnięcie jedną ręką nie skutkowało. Musiał wyprowadzać ciągnąc jedną sterówkę oburącz. Następna spirala była łagodniejsza, ale długotrwałe trzymanie jednej sterówki było ponad siły nawet przy ciągnięciu dwiema rękami, zablokowaniu ich gdzieś pod kaskiem i pomaganiu sobie głową w utrzymaniu spirali. Opadanie było koło zera i pilot orientował się o zmianach wysokości poprzez zmianę charakteru opadów deszcz/grad. Wariometru nie obserwował bo ekran był oszroniony. O użyciu zapasu zadecydował po nieudanych próbach wyjścia ze spadochronowania wywołanego besztalem. Stabila skrzydło miało zwieszone i wypełnione wodą. Cały przemoczony ze zdrętwiałymi rękami wylądował w polach na zapasie pomiędzy lasem i linią wysokiego napięcia. Silny wiatr ciągnął go około 300 metrów przez mokre zaorane pola. Pilot jedynie liczył: pole, miedza, pole, miedza, pole, miedza, kukurydza, buraki, droga, rów. Najgorsze były buraki, bo wystające z ziemi bulwy wielkości ludzkiej głowy tłukły go niemiłosiernie. Jak widać gdy się stanie do sparingu z siłami przyrody, to przeciwnik może przybrać różne postacie :) Jego miejsce lądowania wraz z kilkusetmetrową bruzdą w polach można zobaczyć na filmie autorstwa pilota.http://www.youtube.com/watch?v=wfsiJoXwsrA W końcu przemoczony i dokładnie wypanierowany w błocie poszedł po własnych śladach zbierać w polach to co zostało z niego zerwane w czasie pojedynku. Niby pouczająca dykteryjka, ale spokoju mi nie daje i odbiera nadzieję na poprawę świadomości głupawy uśmieszek samozadowolenia u naszego "bohatera" podczas opisywania swojego dokonania. Coś nawet przebąkiwał o jakimś rekordzie!!! Filmik zrobiony przez wspomnianego pilota komórką w czasie gdy zaczynał wlatywanie w chmurę można zobaczyć pod linkiem:http://www.youtube.com/watch?v=oGoX0iPfGoA&feature=player_embeddedOczywiście wlatywanie we front burzowy jest skrajną głupotą i przypominam tu o tym tylko dla porządku. Powyższy przykład wskazuje jednak na taką możliwość.