• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
bannerlogo.jpg

CIEKAWE KSIĄŻKI W PROMOCJI

Pireneje 2010

Benasque to kolejny kluczowy punkt naszej wyprawy. W drodze do Benasque zatrzymaliśmy się na campingu w El Pont de Suert. Godny polecenia, tani, czysty z basenem, naprawdę zadbany, z dala od głównej drogi. Miły wypoczynek.

Benasque– hiszpańska gmina w Aragonii, w prowincji Huesca, w comarce Ribagorza.  To miejscowość nastawiona na ruch turystyczny. Znajdziecie się tutaj informację turystyczną i sporo campingów. Jest też wiele sklepów sportowych oraz wypożyczalni sprzętu niezbędnego do wymarszu w góry. Na przykład za cenę ok. 7 euro można wypożyczyć raki. Jedną z atrakcji Benasque jest kościół Santa María z XVII w, a także renesansowy Palacio de los Condes de Ribagorza. Klimatu dodają kamienne wąskie uliczki, które oprócz walorów estetyczny dostarczają przyjemnego chłodu. Z Andora pojechaliśmy do Benasque la Besruta. Na miejscu można zostawić samochód i przesiąść się na autobus kursujący do Hospital de Benasque, w którym znajduje się schronisko i hotel ze SPA. My jednak nie zatrzymaliśmy się we wspomnianym schronisku, powędrowaliśmy do schroniska Refugio de la Rencluse (2140 m n.p.m.). Schronisko położone jest dolinie Benasque u podnóża masywu Maladetas, w Parku Posets-Maladeta. Punkt wyjść na Pic de Aneto i Maladeta. Droga od tego schroniska staje się coraz bardziej wymagająca. My weszliśmy z plecakami na wysokość około 2900 m n.p.m. i nie pożałowaliśmy – znaleźliśmy bardzo przyjemne miejsce. Miękka trawa, woda, swoista przystań. Dlatego też postanowiliśmy się tu rozbić, odpocząć i delektować pięknymi widokami. Rano wybraliśmy na lodowiec Maladeta. Droga długa, wymagająca, do przebycia tyko w rakach. My doszliśmy pod szczyt Pic de Maladeta (3312 m n.p.m.). Nie zdecydowaliśmy się jednak na wejście na sam szczyt. Byliśmy trochę zmęczeni drogą przez nie najłatwiejszy lodowiec. A trzeba było jeszcze wrócić tego samego dnia. Trening mieliśmy jednak porządny. Z bliska nacieszyliśmy oczy okazałym szczytem i rozpoczęliśmy powrót do bazy. Zmęczeni przespaliśmy jeszcze jedną noc w naszym uroczym miejscu. Niestety kończyła nam się żywność. Następnego dnia zeszliśmy do Benasque. Tym razem nocowaliśmy na campingu Jxela w Benasque Huesca. Tu warunki były nieco inne od naszego ostatniego campingu. Wysoka trawa, nierówny teren i ogólnie bardzo przeciętnie. Za tę cenę można by spodziewać się czegoś lepszego. Siły jednak zregenerowaliśmy i wróciliśmy pod schronisko Refugio de la Rencluse (2140 m n.p.m.). Tym razem postanowiliśmy zdobyć szczyt Pic de Aneto (3404 m n.p.m.). Namiot rozbiliśmy w pobliżu schroniska. Po spokojnie przespanej nocy, o 05.00 rano wyruszyliśmy na „Aneto”. Droga początkowo kamienista, później – długa, lodowcem. Tu lodowiec miał ładną wydeptaną ścieżkę, więc było łatwiej niż na lodowcu w drodze na Pic de Maladeta. Na końcowym odcinku szlaku czekał na nas Most Mahometa. Grań zbudowana z dużych, stabilnych bloków skalnych. Nie ma założonej żadnej asekuracji tak, jak to jest np. w drodze na Zugspitze. . Dobrze udać się na szczyt z kimś, kto zna się na rzeczy i będzie mógł nas asekurować i bezpiecznie poprowadzić przez Most Mahometa na sam szczyt Aneto. My byliśmy pod opieką i czujny okiem Tomka z Sherpy.. Po wejściu na szczyt wróciliśmy do Benasque na camping Aneto. Ogromny z całą infrastrukturą: basen, bar, sklep, pokój telewizyjny, WI-FI, plac zabaw dla dzieci, czyste sanitariaty, pralnia i kuchnia.

Co warto wiedzieć? W Pirenejach brak jest oznaczeń szlaków. Niektórzy piszą, że szlak wyznaczają kopczyki kamieni. Z naszych obserwacji kopczyki kamieni są wszędzie i to w zupełnie przeciwnych kierunkach. Trudno byłoby się nimi sugerować. Warto jest mieć po porostu dobrą mapę. Zaletą wędrówki po Pirenejach jest dostępność wody i dobra pogoda.

Po górskich eskapadach udaliśmy się do Barcelony. Tam spędziliśmy dwa dni. Zwiedziliśmy Oceanarium, Port Vell, widzieliśmy frezy Pablo Piccasso, kolumnę Kolumba, targ, gotycką katedrę La Seu, Palau Guell projektu Gaudiego i Guella oraz La Sagardę Familię. Dzieło życia Gaudiego. Wywołuje niesamowite wrażenie. Budowę rozpoczęto w 1882 roku i jeszcze jej nie ukończono. Do zwiedzania wnętrza trzeba uzbroić się w cierpliwość. Kolejki są gigantyczne. W artystycznej atmosferze pojechaliśmy do Figures (Katalonia), w którym znajduję się muzeum Salvadora Dali.